Tomuś

Tomuś

Tomuś Górczyński, nasz syn, urodził sie w 24 tygodniu mojej ciąży. Bóle porodowe przyszły nagle i mimo pomocy lekarzy z Centrum Klinicznego i moich nadludzkich w tym momencie sił aby powstrzymać poród - urodził się jako skrajny wcześniak. Dla nas, rodziców, był to szok. Nie mogliśmy go przytulić ani dotknąć. Od razu z sali porodowej został zaintubowany, wentylowany i zabrany na Oddział Neonatologii do inkubatora. Lekarze robili co mogli aby uratować mu życie. My mogliśmy tylko przez chwilę na niego popatrzeć jak leży podłączony do mnóstwa przewodów i aparatury która wspomagała jego kruchutkie życie.

Miał silną wolę życia - walczył, a myśmy codziennie po krótkiej wizycie na oddziale i informacjach o stanie zdrowia, schodzili do szpitalnej kaplicy by modlić się o jego życie. Cała rodzina wspomagała nas psychicznie. Panicznie baliśmy się telefonów ze szpitala, czekaliśmy... a Tomuś dalej walczył. Raz było dobrze a raz źle. Badania wykazały, że ma wykształcone wszystkie organy oprócz płuc.

Po 1,5 m-ca pobytu w szpitalu, stan się pogorszył (zapalenie płuc). Przewieziono go do Centrum Traumatologii, gdzie po koonsultacji z lekarzem, wykonano zabieg intubacji. Mając 2,5 m-ca, Tomuś oddychał wspomagany przez aparaturę i był karmiony przez sondę. Synek został został przewieziony z powrotem do Szpitala Klinicznego, gdzie jeden z lekarzy zauważył, że Tomuś nie widzi. Przewieziono go do Szpitala na Zaspie, gdzie wykonano laserowy zabieg przywrócenia wzroku. Udało się - zabieg powiiódł się za pierwszym razem i Tomuś dziś widzi.

Zawsze, podczas zabiegów, byliśmy przy nim i oczekiwaliśmy w trwodze by się wszystko powiodło. Dziecko było na lekach przeciwbólowych, uspokajających i nasennych a także antybiotykach. Wiedzieliśmy, że bardzo cierpi a my razem z nim. W 3-im miesiącu życia, Tomuś został przekazany ze Szpitala Klinicznego do Szpitala Dziecięcego "Polanki" celem dalszego leczenia jego niewydolności oddechowej i dysplazji oskrzelowo - płucnej. Tomuś od urodzenia przebywał w szpitalach i ani dnia w domu. Życie naszej rodziny kręciło się właśnie wokół szpitali i nadziei na powrót Tomusia do zdrowia. Ze Szpitala na Polankach, nasz synek został na 2 dni przewieziony do Szpitala im. M. Kopernika celem zoperowania obustronnych przepuklin pachwinowych.

Nasz czas mijał w obawach o jego życie, gdyż świadomość, że cierpi, przeszywała nas na wskroś. Po 7 miesiącach odłączono Tomusia od respiratora, wykonano tracheotomię i zakwalifikowano go do tlenoterapii w warunkach domowych i karmienia sondą. Szpital zawiadomił Fundację Pomorskie Hospicjum dla Dzieci o wypisie. Baliśmy się czy sobie poradzimy z chorym dzieckiem. Nie posiadaliśmy żadnych specjalistycznych umiejętności opieki, nie mieliśmy środków, aparatury, leków ani porad jak z nim postępować. Okazało się także, że jestem w 3-im miesiącu ciąży. Momentalnie pojawiły się obawy czy dziecko będzie zdrowe oraz czy donoszę ciążę. Z pomocą przyszli nam pracownicy PHD. Przywieźli nam do domu koncentrator tlenowy, cewniki, strzykawki, mleko oraz inne akcesoria niezbędne do życia Tomusia. Przewieźli mnie ze spitala do domu, gdzie czekał już lekarz i pielęgniarki PHD. Otrymaliśmy od nich fachowe rady oraz wskazówki, pokazano nam co robić z dzieckiem i jak obsługiwać aparaturę. Rozpoczęliśmy z Tomusiem rehabilitację i 24h pracę nad jego rozwojem fizycznym i umysłowym. Zaczął się stopniowo zmieniać. Lekarze oraz pielęgniarki przyjeżdżały o każdej porze dnia i nocy, pomagając ze wszystkich sił aby rozwijał się normalnie.

Zaczął siedzieć (z naszą pomocą), reagować na bodźce. Powoli zaczął odróżniać osoby które zna od obcych, śmiać się, płakać gdy coś go zaboli, daje znać, gdy jest głodny. Rozumie, co się do niego mówi. Nie może mówić ze względu na rurkę i sondę ale układa usta do mówienia. Wiele do niego mówimy a on słucha z uwagą. Interesuje się otoczeniem i z zaciekawieniem ogląda nowe zabawki, wędruje po łóżeczku. Obecnie oddycha sam, bez tlenu z respiratora. Wszyscy cieszymy sie z jego postępów w rozwoju. Naszego szcześcia dopełniła dodatkowo zdrowa córeczka - Ola, która urodziła się w lipcu 2015r. Jedynym problemem naszego dziecka jest na daną chwilę znikome przybieranie na wadze. Mimo zupek i deserków występują skoki wagi, ma mały przyrost mięśni. Niedługo idziemy z Tomusiem do dietetyka aby pomógł nam z ustaleniem sposobu żywienia. Wszystko wskazuje na to, że Tomuś może wyzdrowieć i być w miarę normalnym, wesołym chłopcem. Wiemy, że jeszcze długa droga przed nami. W chwilach zwątpienia, zmęczenia i desperacji zawsze podtrzymywały nas na duchu panie z PHD,

dziękujemy !!!, rodzice Tomusia